Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

You are not connected. Please login or register

Akselotle meksykańskie i inne szity.

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1Akselotle meksykańskie i inne szity. Empty Akselotle meksykańskie i inne szity. on Wto Lis 12, 2013 12:45 pm

Meksyk

Meksyk
Tak sobie pomyślałam, że założę sobie mój własny, prywatny temat. I to będzie wyglądać mniej więcej tak: Ja wstawiam jakiś mój szit, a wy chwalicie.

A, i jeszcze jedno: sprzeciwów nie uznaję.



To może na początek... takie sobie opko, creepypasta do gazetki szkolnej. .w.
Przyjaciel:

Siedząc przy stole w kuchni, zerkałem co jakiś czas na wiszącą pośrodku pomieszczenia lampę otoczoną eleganckim kloszem. Drogi był ten klosz, pamiętam. Ale gdy tylko zobaczyłem go w sklepie - szklany, w kształcie półmiska, przyozdobiony na obrzeżach barwnymi cętkami - pomyślałem, że po prostu muszę go mieć. Miałem to w naturze - kiedy czegoś chciałem, koniec końców dostawałem to, bez względu na to, jak i za jaką cenę. Teraz klosz był u mnie w domu i wisiał nad moją głową dzień i noc, czy tego chciał, czy nie. Otoczona nim żarówka energooszczędna rzucała sympatyczne światło; zagłębienia między meblami były zacienione i sprawiały wrażenie tajemniczych, nie odkrytych. Światło padało również na firany, a z mojego okna sączyły się zapewne świetlne wstęgi, które przedostawały się między fałdami materiału, i padały na ciemną i mroczną o tej godzinie ulicę. Oświetlona była także twarz siedzącego na krześle naprzeciw mnie Tadeusza, zastygła teraz w z lekka obojętnym wyrazie. Wpatrywał się tak we mnie przez cały czas. Nie powiem, by mi to przeszkadzało, jeśli koniecznie chciał mnie obserwować, nie zamierzałem mu bronić. Nie krępowało mnie spojrzenie jego szklistych oczu. Tymczasem ja bębniłem palcami lewej ręki o blat stołu. W drugiej ręce trzymałem spory nóż kuchenny, którego ostrzem wydrapywałem w blacie kształty liczb i liter. Ostatnimi czasy stół był w bardzo kiepskim stanie, jeśli chodzi o wygląd - chroniczne rysowanie jego powierzchni stało się poniekąd moim nałogiem. Gdy nie miałem co robić, po prostu siadałem przy nim i rysowałem. Wydrapawszy kolejną trójkę na brzegu blatu, westchnąłem ciężko i podniosłem wzrok, obarczając nim mojego towarzysza.
- Chcesz kawy - miało to być pytanie, wyszło raczej stwierdzenie. Często tak miałem, że zamiast prosić - żądałem, zamiast pytać - stwierdzałem, takie tam. Tadeusz nie odpowiedział, a jego oczy uparcie skierowane we mnie zaczynały mnie powoli drażnić. - Nie to nie. I tak zrobię w dwóch szklankach. Na wypadek, gdybyś zmienił zdanie.
Zdania jednak nie zmienił i gdy wróciłem do stołu z dwiema wypełnionymi parującym, aromatycznym napojem szklankami w dłoniach - wciąż siedział w bezruchu, a jego martwe oczy wpatrywały się niezmiennie w tym samym kierunku. Rzuciłem w jego kierunku przekleństwo, stwierdzając, że mógłby chociaż starać się wyglądać na żywego. Nie odpowiedział.
Podszedłem do niego i dźgnąłem go palcem w lewy policzek - zsiniały, pokryty licznymi cieciami pozostawionym przez mój nóż kuchenny. Okaleczałem jego ładną, gładko wygoloną buźkę, bo miałem nadzieję, że przestanie się ze mną droczyć i w końcu wstanie z tego krzesła. Nie wstawał, a gdy dotknąłem jego policzka, głowa osunęła się bezwładnie na prawe ramię chłopaka.
- Miałeś być moim przyjacielem - powiedziałem z wyrzutem. Jego milczenie przecięło złotą nić mojej cierpliwości. Zamachnąłem się i uderzyłem go w tę szaroniebieską twarz. Sztywniejące ciało z łoskotem zderzyło się z podłogą, lewa ręka wykrzywiła się pod niespotykanym w naturze kątem. Kubek z kawą zatrząsł się na stole. Z mojego gardła wydobył się histeryczny chichot. Stanąłem okrakiem nad Tadeuszem, złapałem za kołnierz jego koszuli i dźwignąłem go do góry. Zakląłem cicho pod nosem, bo był ciężki. Z trudem posadziłem go z powrotem na krześle. Przygładziłem mu włosy. Chciałem cofnąć się, przy okazji trafiłem łokciem kubek, który zaklekotał dnem o blat stołu, zachybotał się i przewrócił, wylewając gorącą zawartość głównie na kolana Tadeusza; na mnie też trysnęło kilka kropel napoju. Krzyknąłem i odskoczyłem jak oparzony (o, ironio! Dosłownie), uderzając plecami o przeciwległą ścianę. Ściągnąłem parzące spodnie i doskoczyłem do chłopaka, przestraszonym głosem szepcąc słowa przeprosin.
-Przepraszam, przepraszam. Zaraz wszystko naprawię, dam ci nowe spodnie, dam ci nową kawę… przepraszam, tylko bądź moim przyjacielem.
W kącikach moich oczu zaiskrzyły łzy. Czy psychopaci płaczą? Teraz już wiedziałem, że tak. Po moich policzkach mokrą ścieżką spływały kolejne krople, gdy leżącą najbliżej szmatą próbowałem wytrzeć czarną ciecz z kolan Tadeusza. Tadeuszu, Tadeuszu, dlaczego nie chciałeś być moim przyjacielem? Dlaczego mówiłeś, że jestem dziwny? Tadeuszu, dlaczego jedynym sposobem, by cię tu zatrzymać, było wbicie ci noża kuchennego w plecy? Czy naprawdę jestem dziwny? Czy jestem… psychopatą?


_________________
Akselotle meksykańskie i inne szity. E1uo
Wpadamy w trans, doktorze
Wpadamy w trans
Balans kolorów
Karnawał barw
Zobacz, doktorze
jak pięknie lśni
Plama na twej piersi
Plama w barwie krwi.

Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach