You are not connected. Please login or register

New York City - Sylwester

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1New York City - Sylwester Empty New York City - Sylwester on Wto Paź 22, 2013 9:24 pm

Tęczowy jednorożec

Tęczowy jednorożec
Admin
New York City - Sylwester New_york_at_the_beginning_of_the_20th_century_38

New York City - ogromne miasto na wschodzie Stanów Zjednoczonych Ameryki. Centrum jednej z najludniejszych aglomeracji na świecie. Nowy Jork wyszedł z wojny bez żadnych strat, za to z pozycją wiodącego miasta świata, na czele z Wall Street – czyniącą Stany Zjednoczone największą potęgą gospodarczą globu.
Nic więc dziwnego, że właśnie to miasto było również głównym miejscem spotkań nacji. Zniszczona wojną Europa wciąż kuła w oczy i otwierała jeszcze świeże rany, a w pięknym, nietkniętym okrutnymi walkami mieście można było odetchnąć.



31 grudnia 1944 powitał mieszkańców śniegiem. Na ulicach wciąż utrzymywała się świąteczna atmosfera, a ludzie cały dzień szykowali się na sylwestra. Prawie w ogóle nie było czuć, że gdzieś tam, daleko za oceanami rozgrywa się wojna. Ot, teraz liczyła się tylko zabawa i świętowanie.



(Piszecie na jakimś randomowym tarasie, czy gdzie tam chcecie c: Macie widok na Times Square z tarasu, czy coś. USA jest gospodarzem!)

http://coldwar.forumpl.net

2New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Wto Paź 22, 2013 9:49 pm

Ameryka

Ameryka
Wojna chyliła się już ku końcowi. Zapewne będzie to kwestia czasu aż Niemcy i Japonia skapitulują i oddadzą się w ręce Aliantów. Dla kogoś, kto nie musiał myśleć o problemach naprawy uszkodzonych miast, ta noc z 31 grudnia na 1 stycznia była wesoła i radosna. Pełna szczęścia i zabawy jakiej się po niej oczekuje. Wielka, zdobna sala była wypełniona masą gości, rozmawiających ze sobą i tańczących. Alkohol i przekąski nie były na pewno chowane pod stół. Oh tyle ciepła. Kto by teraz martwił się o to, że na przykład Londyn czy Warszawa nie istnieją?
Alfred nie miał żadnych zmartwień, dlatego cieszył się wieczornym bankietem. Śmiał się i bawił w najlepsze. Nawet jeśli przy licznych wysłannikach z innych krajów uśmiech był tylko sztuczną maską. Owszem, nie martwił się o jutro, wierzył w Swoje zwycięstwo, jednak radość? Bardziej interesowało go jak wykorzystać w przyszłości ziemie Japonii? Czy uda mu się jednak zdobyć fragment Rzeszy, by zyskać wpływy w Europie? Dość egoistyczne podejście, jednak nie widział w tym nic złego. Tak samo jak i wyśmiewania, biednego i zrujnowanego Starego Świata. I kiedy te myśli już zupełnie go ogarnęły, w ostatniej chwili się opamiętał. Nie może dawać złego wizerunku! Z uśmiechem przeprosił towarzyszących mu dygnitarzy i udał się na taras. Noc była chłodna i będąc w zwykłej marynarce szybko poczuł jak na polikach pojawiają mu się czerwone i szczypiące rumieńce. Nie zamierzał, jednak jeszcze wracać. Świerze powietrze pomagało mu w...w czym? w uspokojeniu się? Hm... Pewnie inni tak, by tego nie nazwali. Ale przynajmniej tutaj, na pustym tarasie z widokiem na Times Square mógł w końcu przestać się uśmiechać patrząc tylko na nocne niebo, przed którym nie musiał udawać.


_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

3New York City - Sylwester Empty // on Sro Paź 23, 2013 1:36 pm

Kanada

Kanada
Był tu chyba tylko dzięki ciągłemu podleganiu Anglii. Kiwał głową grzecznie co różnym gościom i równie grzecznie tłumaczył im że nie jest Alfredem. Ci ludzie naprawdę nie widzieli między nimi różnicy. Westchnął cicho i poprawił cisnącą na szyi muszkę. Odświętne stroje zawsze uwierały. Kanada ich nie znosił. Szczerze jeśli mógł wolałby w ogóle nie mieć na sobie ubrania. Ubranie zawsze przeszkadzały, nie były naturalne jak włosy czy paznokcie przez co strasznie utrudniały ruchy. Ale ludzie źle reagują na gołych ludzi. Chyba że są tylko we dwoje lub są dziećmi. Jego spojrzenie padło na taras. Zimno. Ludzie nie lubią zimna boją się go ale niekiedy jest ono bardzo potrzebne. Na przykład wychowany w zimnie Kanada go aktualnie potrzebował. Pokiwał głową jeszcze paru osobom i wyszedł na dwór. Odetchnął z ulgą i gdy przenikliwe, zielone oczy nie widziały ściągnął z siebie muszkę. Czuł się jak przyszły wisielec którego wyrok kazano przerwać. Jednak na tarasie nie był sam. Zdumiony spojrzał na brata bez żadnych emocji. Powinien do niego podejść, przywitać (kultura przecież tego się domagała) ale nie zamierzał. Nie miał ani trochę ochoty z nim rozmawiać. Nie raz bowiem ten dokuczał mu że bał się wyzwolić zbrojnie spod jarzma Anglii. Ale on w przeciwieństwie do brata nie lubił rozlewać krwi. Stał więc tak a chmury pary wylatującej przy każdym wydechu leciały w eter a on uparcie wpatrywał się w tył brata nie zamierzając go nawet informować o swojej obecności.


_________________
New York City - Sylwester Canada_v_s_justin_beiber_by_shawneerr-d6iwp3t
http://kassica15.deviantart.com/

4New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Sro Paź 23, 2013 3:21 pm

Anglia

Anglia
Koniec roku 1944 niósł ze sobą nadzieję. Takie małe światełko na końcu tunelu, do którego większość zwykłych ludzi biegła tak łapczywie, jak tylko mogła. Anglia jednak pozostawał sceptyczny. Przez cała wojnę doświadczył wszystkiego, czego kraj mógł doświadczyć. Jego stolica legła w gruzach, wojsko przegrywało, by potem zwyciężać. W jakiś sposób zaliczony został nawet w poczet trzech mocarstw, które dyktowały o losach świata. I po co to wszystko? Mógł teraz patrzeć z góry na pozaznaczaną kreskami mapę, po której ktoś przesuwał symboliczne oddziały. Zwyciężył, ale zapłacił za to wysoką cenę i już wkrótce będzie trzeba się z tym zmierzyć. Najlepiej było o tym nie myśleć, ale ach, gdyby to było tak proste…
Upił nieco złocistego płynu z trójkątnego kieliszka. Co właściwie tu robił? Dobre pytanie. Zadawał je sobie od dobrych ośmiu godzin. Czyli mniej więcej od chwili, w której postawił stopę na tym zdradliwym lądzie. Ziemi, które kiedyś należała do niego. Ale jak dawno to było? Kto pamiętałby o dawnych krzywdach w obliczu znacznie gorszych wydarzeń. Cóż, Arthur był pamiętliwy, ale nawet on wiedział, kiedy pohamować złość. Było, minęło. Wchodzili właśnie w kolejny, nowy rok. Może nawet nową erę? I Anglia był już zmęczony wojnami i konfliktami. Chciał po prostu świętego spokoju.
Może dlatego skierował się w stronę tarasu. Tłum nie działał na niego dobrze, irytował swą egzystencją, drażnił śmiechem, który tak nie pasował do bólu rozchodzącego się w spazmach po całym jego ciele. Chciał odetchnął, o ile w tym brudnym mieście było to w ogóle możliwe. Dlatego zaciskając dłoń mocniej na przezroczystym szkle, wymknął się po cichu z tego sztucznego, zadowolonego cudzym nieszczęściem towarzystwa. Anglią i tak nikt się nie przejmie. Amerykanie widzieli tylko siebie.
- Kanado? – spytał zaskoczony, gdy o dziwo pierwszy w oczy rzucił mu się mniej głośny braci.
Dopiero po chwili zauważył, że na tarasie był ktoś jeszcze. Wyspiarskie państwo przystanęło i zmarszczyło lekko brwi.
- Ach – stwierdził, choć równie dobrze można było wziąć to za westchnięcie. – Gospodarz nie powinien opuszczać swoich gości, Ameryko.


_________________
One thought alone preoccupies the submerged mind of Empire: how not to end, how not to die, how to prolong its era.
A mad vision yet a virulent one.

5New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Czw Paź 24, 2013 8:01 pm

Ameryka

Ameryka
Chłodne, grudniowe powietrze wdzierało się w jego płuca i orzeźwiało umysł. Nie wypił także za dużo, ale czuł teraz, że przejaśnia mu się w głowie jakby przez chwilę patrzył na wszystko przez mgłę. Znów mógł z lekkością przywdziać na twarz miły uśmiech i wrócić do gości zabawiając ich w tak trywialny sposób. Ale czy na pewno? Nim definitywnie zdecydował się, że wszystko już jest w normie usłyszał za sobą czyjś głos. Odwrócił się natychmiast i zmarszczył nieco brwi widząc dwójkę "znajomych" personifikacji. Najwyraźniej chyba nie był jeszcze na tyle trzeźwy by idealnie udawać, bo samego Matthew obdarzył wzrokiem idealnie opisującym jego stosunek do brata. Tchórz i ciapa, która nie umie uwolnić się spod jarzma Anglii, ani sama funkcjonować. Ktoś, kto nie jest nawet godzien, by zwracać na niego uwagę. Jednak drugi gość... Cóż tu już sprawa była nie taka łatwa. Już dawno wyzbył się uczuć względem jako takiej przeszłości, jednak teraz starał się powstrzymać pomiędzy niesmakiem, jaki przychodził mu na myśl, a jakby nie patrzeć "szacunkiem" jaki powinien czuć wobec mocarstwa. W końcu jednak udało mu się delikatnie uśmiechnąć i poprawił krawat odchrząkując.
- Anglio, - zaczął chłodno, jednak z dyplomatyczną uprzejmością. Ostatnio, mimo iż tego nie zauważył ton jego głosu nie był aż tak piskliwy. - właśnie miałem zamiar wracać. Tak na chwilę chciałem odetchnąć świeżym powietrzem... pewnie tak jak ty? - Tak. Kanada został powietrzem. W sumie nic nie znaczy więc czemu ma na niego tracić czas i język? Ważniejsze jest utrzymywanie dobrych relacji z Wielką Brytanią, która notabene nad Kanadą trzyma piecze.


_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

6New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Pią Paź 25, 2013 7:30 pm

Kanada

Kanada
Rozzłościła go zniewaga brata. Pieprzony pseudo bohater. Niby taki wielki a taki marny. Tylko pieniądze mu w tej durnej łepetynie. Do tego okrutnik. Jego spojrzenie spoczęło wiec na Anglii.
-Postanowiłem tylko na chwilę wyjść.-odparł lekko się uśmiechając. Pomimo wszystko jednak z każdym minionym miesiącem czuł że zbliża się koniec. Anglik może myśleć że nic się nie zmienia, przecież Kanada wciąż robi to czego żąda Arthur ale to nieprawda.
Jego spojrzenie znów spoczęło na bracie. "Wojenna dziwka" cisnęło mu się na usta ale się powstrzymał. Nie wolno mu było na razie mówić co myśli, szczególnie że to niegrzeczne. Ale to się zmieni. Kanada kiedyś wyrzuci bratu w twarz co o nim myśli. Może nie dzisiaj, może nie za rok, ale w końcu i Alfred usłyszy od brata cierpkie słowa. I w tedy zostanie sam.


_________________
New York City - Sylwester Canada_v_s_justin_beiber_by_shawneerr-d6iwp3t
http://kassica15.deviantart.com/

7New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Sob Lis 16, 2013 1:31 pm

Anglia

Anglia
Anglia czuł się tak, jakby mógł strącać niewidzialne sople z kolejnych słów, padających z ust Ameryki. Nawet jeśli ta grudniowa noc nie była sama w sobie wystarczająco zimna, nadrabiała tonem, jakim zwracała się do niego jego była kolonia. Och, oczywiście, że Stany Zjednoczone był uprzejmy. Nawet za bardzo jak na gust wyspiarskiego państwa, który obserwował go spod czujnie zmrużonych oczu, krzyżując ręce na piersi. Palce postukiwały o przedramiona w rytm niesłyszalnej muzyki.
W przeciwieństwie do Ameryki nie ignorował Kanady. Tego z braci, który postanowił zostać przy jego boku. Nawet jeśli także domagał się wolności robił to znacznie wolniej i… Uprzejmiej. Trudno nie było tego docenić, ale spoglądanie na twarz tak podobną bywało w przeszłości bardzo bolesne. Dlatego Arthur odsunął od siebie Kanadę, gdy ten potrzebował go najbardziej. Zapewne popełnił wtedy błąd. Nie pierwszy i nie ostatni w jego karierze. Odetchnął cicho. Siwy obłok pary uciekł z jego ust.
- Rozumiem. Atmosfera jest tam trochę duszna – skinął głową, posyłając byłej, francuskiej kolonii delikatny uśmiech, który szybko zmienił się w wąsko zaciśnięte usta, gdy zielone spojrzenie wróciło do Ameryki. – Owszem… - urwał.
Podszedł do barierki i wyjrzał daleko poza jej obręb. Było ciemno, a przynajmniej powinno być. Światła dużego miasta zmieniały noc w dzień i skutecznie psuły nastrój, jaki według Arthura powinien towarzyszyć obchodom noworocznym. W pewien sposób Imperium tęskniło za swoją ziemią. Tą prawdziwą i jedyna, którą niegdyś pokrywała niekończąca się puszcza.
- To nieszczególnie moje towarzystwo – stwierdził, uśmiechając się krzywo bardziej do miasta, niż do samego Ameryki.
Trudno było powiedzieć o czym dokładnie mówi, jego słowa miały aż za dużo odcieni.
- Czasami jestem tym zmęczony.


_________________
One thought alone preoccupies the submerged mind of Empire: how not to end, how not to die, how to prolong its era.
A mad vision yet a virulent one.

8New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Pią Gru 06, 2013 9:32 am

Ameryka

Ameryka
Z jednej strony cieszył się, że Matthew nie ma na tyle czelności by z nim rozmawiać, z drugiej jednak jakiś szacunek względem jednego z trzech największych mocarstw powinien mieć. Zignorował jednak to zaniedbanie wychowania ze strony równie Francuza jak i Anglika. Po co marnować język niepotrzebnie na kogoś, kto w życiu nie będzie nikim więcej jak popychadłem? Alfred nawet nie wyobrażał sobie tak absurdalnych wizji, że Kanada byłaby silniejszym krajem jak on. A gdyby mu ktoś teraz powiedział, że w ogóle będzie niepodległy to by się roześmiał.
Obecnie jednak śmiech czy rozbawienie nie było pisane. Powodem był nie, kto inny jak Anglia. Trochę irytujące, że musiał trzymać przy nim tak ładną maskę uprzejmości. Na złość nagle mocarstwami stały się kraje, które razem mogłyby uratować świat, ale problemem był fakt, że zdecydowanie nie chciały współpracować w celach wyższych jak własne. I to w sumie jedynie własne cele utrzymywały ich stosunki takimi miłymi. Choć pod cienką warstwą można było ujrzeć jak bardzo są lodowatymi i kłamliwymi.
Trudno było nie zauważyć jak szybko zmieniła się mimika twarzy Arthura, kiedy jego wzrok z Kanadyjczyka przesuną się na Amerykanina. Alfredowi jednak to nie przeszkadzało. Sam musiał się mocno wysilić by obdarzyć zielonookiego, choć delikatnym uśmiechem. Sztucznym, bo sztucznym, ale raczej różnicy widać nie było.
Dziwnym natomiast było dla Ameryki reakcja jego ciała, na podejście nieco bliżej niższego blondyna. Napiął mięśnie i wyprostował się jeszcze bardziej lekko unosząc podbródek. Nawet nie zauważył, że kiedy Arthur przestał na niego patrzeć uśmiech zszedł z ust i zastąpiła je powaga. Wziął głęboki wdech chłodnego powietrza nosem i lekko przymrużonymi oczami patrzył na Anglika, jakby zupełnie zignorował już obecność Matthew.
I wszystko byłoby w idealnym porządku dziennym, gdyby nie fakt, że słowa Arthura o zmęczeniu. Alfred poczuł się jakby pękła jakaś bańka. To dziwne uczucie, że ktoś taki jak Arthur (w sumie ideał z dzieciństwa Alfreda) może być zmęczony i się do tego przyznać. Szybko jednak lekkie zaskoczenie blondyn zamaskował czymś na rodzaj współczucia. I… jakoś nie umiał znaleźć słów pocieszenia. Kompletna pustka. W końcu chyba wygrzebał z zakamarków pamięci jakieś „przykładowe teksty”.
- Powinieneś odpocząć. Zwłaszcza po tym, co dzieje się w Europie. Będzie lepiej, jak… - ugryzł się w język, kiedy zrozumiał, że słowa, jakie mówi brzmią tak jakby chciał pozbyć się Anglii z życia politycznego. - Miałem na myśli, że… - Mistrzem elokwencji Amerykanin nie bywa. – Na pewno, kiedy wojna się skończy, będzie czas na odpoczynek i powinieneś go wykorzystać. Przynajmniej trochę, to męczące być zawsze opiekunem Europy. – Bo w sumie taką ładną rolę Anglia otrzymał. Przygarną rząd na uchodźctwie Polski i Francji. Dodatkowo walczył w Afryce jak i nad swoim lądami.


____________
PS: Przepraszam, ze tak długo D:


_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

9New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Pią Gru 06, 2013 11:42 am

Kanada

Kanada
Przyglądał się im jakiś czas. Zignorowany równie szybko jak zawsze. Kanadyjczyk gdyby coś to dało gotów byłby założyć sukienkę i odtańczyć kankana w takt jakiejś rosyjskiej melodii (nawet jeśliby ta nie pasowała) tylko by choć na chwilę ktoś dłużej zwracał na niego uwagę. A teraz...
Nie wiedząc za bardzo co robić odsunął się troszkę od nich i sam ustał przy barierce. Nic nie mówił tylko rozglądał się.
Nie lubił tego miejsca mimo że był na zewnątrz wcale nie czuł się lepiej. Dalej miał wrażenie że się dusi. Dusiło go te przeklęte miasto.
Nienawidził go. Przepełnione, cuchnące i brudne.
Kanada sam nigdy nie chciałby tu mieszkać.


_________________
New York City - Sylwester Canada_v_s_justin_beiber_by_shawneerr-d6iwp3t
http://kassica15.deviantart.com/

10New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Sro Gru 18, 2013 12:01 am

Anglia

Anglia
Anglia był zmęczony i znużony. Każde spojrzenie padające na sztuczny grymas zdobiący twarz Ameryki upewniało go tylko w przekonaniu, że rysujące się za balustradą w światłach ulic śpiące miasto było znacznie ciekawszym widokiem. Trudno było patrzyć w oblicze kogoś, kto kiedyś był twoim kochanym, młodszym braciszkiem, a teraz zachowywał się, jakby cała ta przeszłość nigdy nie istniała. Albo zachowywał się tak właśnie przez nią. Arthur już dawno przestał w to wnikać czy próbować odgadnąć co kryje się w głowie dawnej kolonii. Teraz pozostał tylko chłód i małe obłoczki pary, wymykające się z jego ust. Nawet nie odwrócił się w stronę Jonesa słysząc jego słowa.
- Hm? – mruknął cicho. – Ach, źle mnie zrozumiałeś – stwierdził.
Na próżno było szukać w jego głosie cienia emocji. Był prosty i czysty, stwierdzający fakt. Tylko krótki, smutny uśmiech przemknął przez jego twarz, ale Kirkland nikomu go nie pokazał. Należał on tylko do niego.
A potem parsknął krótkim śmiechem, tak cichym, że aż przeszywał słuchających nieprzyjemnym dreszczem.
- Odpocząć? – powtórzył jak echo słowa młodszego państwa. – Nie. Kiedy wojna się skończy pojawią się tylko kolejne problemy. Oczywiście… - urwał.
Tym razem jego uśmiech stał się gorzki i nie znikł, a trwał nadal, gdy Anglia odwrócił twarz w stronę Ameryki.
- Domyślam się, że ciebie nie dotyczą problemy takie jak odbudowa miast, ale odpoczynek będę musiał odłożyć na później. Londyn nadal jest w gruzach – zauważył, opierając się plecami o barierkę.
Za sobą miał idealny przykład prężnie rozwijającego się miasta Nowego Świata. Przed sobą miał jego żywe uosobienie. Jak bardzo nienawidził tego miejsca, chociażby przez sam fakt, jak mało strat poniosło i jak dobrze na tym wyszło. Ale przecież nie mógł powiedzieć tego głośno.
- Męczące? – dodał znacznie ciszej. – Tak. Ale ktoś musi. Ktoś musi zająć się tym całym burdelem, ja… Cóż, na pewno dam sobie radę. Twoja pomoc – słowo to w jego ustach nabrało kwaśnego posmaku. – Była dla nas bardzo cenna, ale Europa musi podnieść się sama.


_________________
One thought alone preoccupies the submerged mind of Empire: how not to end, how not to die, how to prolong its era.
A mad vision yet a virulent one.

11New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Wto Gru 24, 2013 10:05 am

Ameryka

Ameryka
Owszem, Alfred niemal od razu zignorował Kanadę. Nie było pożytku rozmowy z nim więc po co ją utrzymywać? Zwłaszcza, że byłaby ona podtrzymywana bardzo na siłę. W końcu o czym mieliby rozmawiać? Pomimo, ze byli braćmi byli całkowicie różni i sam Alfred nie mógł zrozumieć jakim trzeba być debilem by ich mylić.
Zatem jego błękitne spojrzenie utkwiło w znacznie ważniejszej nacji, jaką była Anglia- a dokładniej reprezentant całych Wysp Brytyjskich. Pewnie nie jednemu ciarki by przeszły po plecach po tonie głosu Arthura, jednak Amerykanin nie był jedną z tych osób. Można by rzec, że już przywykł do prostego i wyczyszczonego z emocji głosu byłego kolonialisty. W końcu... mówił tak niemal od momentu kiedy Jones zdobył niepodległości. Z początku Alfred nawet zazdrościł starszej nacji takiego opanowania w głosie, bo on w jakiś czas po czwartym lipca nadal brzmiał jak dzieciak, który ma za dużo energii, gniewu i pychy. Choć tego ostatniego nic mu nie ubyło od ostatniego spotkania, a wręcz przeciwnie- doszło sporo, to sam umiał być już niemal w połowie tak dobry nic pustych gestach czy słowach co Arthur.
Choć nadal była to tylko połowa umiejętności, dlatego na śmiech zadrżał niemal niewidocznie, a przynajmniej mając taką nadzieje i dalej wpatrywał się w kolonialistę. Starał się nie zareagować źle na ten gorzki uśmiech jaki zdobił twarz Arthura, jednak było to trudne, gdy zielone oczy skierowały się znów w jego stronę. Odruchowo znów uniósł podbródek i zacisnął szczęki. Prawda była taka, że pomimo swojej wygranej kilkaset lat temu oraz wielkiej przewagi rozwojowej nadal czuł, ze Anglia jest lepszy od niego. Nie mógł określić dokładnie w czym, ale po prostu nienawidził zielonookiego za to, że jest taki jaki jest.
Oczywiście Amerykanin wiedział do czego dąży jego rozmówca. Alfred nie stracił w wojnie nic, a tylko wiele zyskał. Dla prezydentów i polityków byłoby to wielkie zwycięstwo i pochwalano by nawet tak inteligentną rozgrywkę na planszy II Wojny Światowej, jednak sam Alfred czuł, że są ludzie uważający go za tchórza i sępa. Za potwora, który pokazywał jak mało interesuje się Europą. I względem tego ostatniego się nie mylili. Personifikacje Stanów Zjednoczonych rzeczywiście nie obchodziła Europa i gdyby nie korzyści nie mieszałby się.
Serce załomotało mu szybciej. Arthur nawet mówiąc "komplementy" mógł sprawić w tobie takie poczucie winy, ze młoda nacja najchętniej chciałaby się teraz schować pod ziemią. Albo przynajmniej uciec z tak wesołej uroczystości i zaszyć się w domu. Mimo chęci było to absolutnie wykluczone. Uśmiechną się kącikiem ust i skinął lekko głową.
- Jeśli tak uważasz... - skwintował słowa na temat odbudowy Europy ani myśląc bardziej w to ingerować, to pole było już z góry przegrane. - Sama? To raczej niemożliwe. - cóż... nie dało się ukryć, że zabrzmiał trochę kpiąco. - Ale powodzenia. Może obejdzie się bez pomocy mojego rządu. - terefere plan Marshalla. Który pewnie będzie tylko po to, by pokazać jakie to USA zajebiste.

_____________
Ta hipokryzja ;w; narzekaj, że ktoś pisze długie posty a sama się rozpisuj pomimo braku weny ;w;


_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

12New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Pon Sty 06, 2014 1:30 pm

Anglia

Anglia
Zielone oczy czujnie obserwowały Amerykę. Anglia posiadał w sobie spore pokłady dumy, które skutecznie mogły rywalizować z tymi, tak jawnie widocznymi po młodszym państwie. Dlatego nie przywykł błagać czy prosić, mógł sobie pozwalać jedynie na delikatne aluzja, a i wtedy pewna upartość w jego naturze kazała odmawiać wszelkiej pomocy. Dlatego tak bardzo nienawidził tej wojny, która już dogorywała. Bo po raz pierwszy faktycznie musiał zniżyć się, do prośby o pomoc. Podczas pierwszej nie musiał powiedzieć nawet słowa, czysty przypadek sprawił, że Ameryka musiał włączyć się do wojny. Tym razem było inaczej. Tym razem faktycznie przegrywał i był jedynym bastionem wolnej Europy. A mimo to i tak nie chciał błagać. Ale poprosił i potem tego żałował.
Westchnął, przez chwilę nie odpowiadając.
- Rosja już ci odmówił, prawda? – odezwał się wreszcie i było to raczej stwierdzenie niż pytanie.
Trudno było rozczytać się, co sam o tym myśli. Jeśli nawet ktoś spodziewał się błysku kpiny w jego oczach – zawiódł się. Arthur za nic nie nazwałby sytuacji z Rosją śmieszną. Podobnie jak nie uznałby za ironiczne faktu, że najbardziej potrzebujący odmówią wsparcia właśnie z powodu tego kolosa.
- Uważam? – przekrzywił lekko głowę.
Tym razem nie mógł powstrzymać się od krzywego uśmiechu, który zmienił jego twarz w nienaturalną maskę. Gdyby tylko nie byłoby to w pewnym sensie oficjalne spotkanie, Anglia chętnie wyrzuciłby z siebie całą gorycz i żółć, jaką trzymał od czasu „pomocy” Ameryki zniszczonemu Londynowi.
- Wolałbym nie zadłużać się jeszcze bardziej – zauważył oschle. – Co zrobi reszta Europy… - urwał. – To nie moja sprawa, nie w tych kategoriach – dodał po chwili ciszej, stukając palcami o barierkę.

//Hiiipokryta!
A Anglia w 1946 i tak się zapożyczy u USA i spłaci się w 2006.
Lol.
AH TA HISTORYCZNOŚĆ Z MOJEJ STRONY.


_________________
One thought alone preoccupies the submerged mind of Empire: how not to end, how not to die, how to prolong its era.
A mad vision yet a virulent one.

13New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Pią Sty 24, 2014 2:30 pm

Kanada

Kanada
Stał z boku i słuchał uważnie.
Powinien już dawno wrócić do środka i znosić kolejne osoby które będą ich mylić.
Oboje go zignorowali. No zajebiście. Już może iść się upić i odśpiewać parę piosenek, które są "be". Potem ukłonił się i wygarnął całemu bogatemu towarzystwu co o nim myśli, a pierwszą osobą którą by opieprzył byłby sam wielki Ameryka.
Ale nie zrobi tego. Nie może.
Trzeba słuchać i być dobrym. I uśmiechać się pseudo-szczerze i znosić wszystko nawet jeśli ma się ochotę walnąć kogoś w ryj.
Westchnął cicho i wyjrzał po za krawędź.
Miasto było wielkie i paskudne. Tęskno mu było do kochanego, małego domku w lesie, gdzie nikt go nie znajdzie, lub nie będzie przeszkadzać. W spokoju mógłby znów zapolować na jakieś zwierze... łoś byłby dobry.

//*to nie tak że userce zrobiło się przykro że została pominięta nawet jeśli jedyną informacją, którą w nosi są mierne przemyślenia i szlifowane do znudzenia złości Kandzi*


_________________
New York City - Sylwester Canada_v_s_justin_beiber_by_shawneerr-d6iwp3t
http://kassica15.deviantart.com/

14New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Sro Sty 29, 2014 7:28 pm

Ameryka

Ameryka
Cóż… W tej wojnie Fortuna odwróciła się od Arthura (jakby nie robiła tego przez większość czasu żywota Frajera) i postanowiła zmusić go do nachylenia się by poprosić o pomoc, przy tym zniżając dumę Anglii do poziomu rynsztoka. Bo jakże to tak musieć prosić kogokolwiek o pomoc, a już najbardziej młodszą od siebie nacje, będącą niespełna dwieście, trzysta lat wcześniej twoją kolonią? Nie to żeby Alfreda z tego powodu nie rozpierała duma… Bo w końcu mógł się pochwalić tym, że chociaż dzięki jego łaskawości Europa mogła się bawić w wojenkę. Ale zapewne gdyby sytuacja była odwrotna nie byłby już taki rozbawiony stojąc poniżony i zniszczony przed kimś komu wojna byłaby na rękę. Niestety… Alfred nie posiadał tak pięknej cechy jaką była empatia. Współczucie też było mu niemalże obce więc nawet nie ma co myśleć o tym, że jest mu żal personifikacji Wielkiej Brytanii.
Zapewne jankes dalej by stał z drwiącym uśmieszkiem gdyby nie stwierdzenie Arthura. Ot, niby drobna uwaga, ale dla Alfreda była jak najgorsza zniewaga. Czy też był, czy też nie było kpiącego uśmiechu Amerykaninowi słowa starszej nacji odbiły się echem w głowie i przyprawiły o jeszcze chłodniejszy niż na samym początku wygląd. Nawet dziecięce rysy znikły od powagi jaka stężała mu na twarzy i złości jaka zagościła w lazurowych oczach.
Stał się dobrym samarytaninem, który chce pomagać nawet na siłę? A skądże! Nasz Alfred to po prostu dzieciak nienawidzący gdy nie znajduje się w centrum zainteresowania lub gdy ktoś go nie wielbi. Fakt, że Ivan odmówił jego jakże łaskawej pomocy zabolał. Tak samo jak i fakt, że kilka innych krajów Europy też nie szczególnie wykazywało aprobaty na jego pomoc w Starym Lądzie. Wiedział czemu i… to było najgorsze. Cokolwiek się działo, już czuł, że święci się coś co wywoła kolejną wojnę, bo w końcu… jego dziecinna pycha nie pozwoli na to, by ktoś był tak samo wspaniały jak on.
I kolejny irytujący dreszcz kiedy palce Anglii zabrzęczały o balustradę. Zacisnął mocniej zęby. Został już zdenerwowany Rosją, więc teraz najmniejsze rzeczy były dla niego wielce irytujące. A miał przyjść i chwilę odpocząć… Cóż. Nie wyszło!
Ale zawsze można próbować! W końcu taki nie wyjdzie na przyjęcie. Poprawił krawat i swój wzrok odwrócił na Kanadyjczyka. Ten jakoś przez cały czas milczał… I nie, na pewno nie tak, że zignorował jego słowa, bo za cicho mówił. Nie. Matthew nie odezwał się ani słowem od kiedy postanowił go zignorować… i nawet Anglia chyba trochę zapomniał o podopiecznym. I nagle błyskotliwa myśl, jakby impuls sprzed lat. Przybrał nieco łagodniejszy uśmiech, choć nadal wydający się nieszczery.
- Każde wielkie miasto wygląda jak potwór. Moloch, który pożre wszystko co żywe. Ale prawda jest taka, że to właśnie te miasta pozwalają się rozwijać. Tworzą cywilizację. Nawet jeśli na pozór są obrzydliwe, to w głębi tworzą coś więcej jak tylko nieładny obrazek. Zresztą… - Tutaj wzrok odwrócił na ciemne niebo nad Nowym Jorkiem i… wow w końcu przybrał coś co nie było maską tylko zwyczajną i prawdziwą twarzą dziecka pogrążonego w miłych myślach. - Kolorowe fajerwerki nawet najkłamliwszemu (a takie tam słowotwórstwo, a co!) miastu dodadzą przez chwilę uroku.

_______
I wcale nie to, że userka by z chęcią chciała potem opisywać reakcje Alfreda jakby najpierw dostał wiązankę goryczy i żółci od Anglii, a potem ledwo wrócił na sale i został publicznie wyśmiany i pokazany od najgorszej, prawdziwej strony przez Kanadę.

[Ameryka l. 21 - Jest hipokrytą i dobrze mu z tym]
Przynajmniej jedna osoba obeznana z historią zawsze się przyda :”D

Cóż… Nie moja wina, że nic nie wnosi… I to wina Anglii! To zawsze jest jego wina!


_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

15New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Sob Lut 08, 2014 11:36 pm

Anglia

Anglia
Anglia od zawsze wiedział, jak odpowiednio wbić szpilę. Jak trafić w najczulszy punkt, jak poruszyć najbardziej bolesną kwestię. Tylko tam, gdzie u niektórych był to zwyczajny brak taktu, u niego było to działanie tak świadome, że aż obleczone w niby obojętne eufemizmy. Anglia lubił dawać jasny sygnał, że wie jak sugestia działa na odbiorcę, ale robił to w taki sposób, by nikt jasno nie mógł zarzucić to jego słowom.
Był mistrzem w tej sztuce. I to był też główny powód, dla którego tak wiele krajów szczerze go nienawidziło.
Nawet teraz doskonale wyłapywał zmiany zachodzące na twarzy Ameryki. Nie, żeby trudno było je zauważyć. Z Alfreda czytało się jak z otwartej księgi – raz wyprowadzony z równowagi nawet drobną uwagą, pokazywał po sobie wszystko.
I to nie tak, że Arthur zapomniał o Kanadzie, choć chłopak milczał całą ich rozmowę. Anglia był skupiony na dyskusji, wymianie zdań, gdyby chłopak powiedział choć jedno słowo – nie zostałby pominięty. Może nawet byłby idealny, gdyby Anglia chciał jasno i wyraźnie zasugerować, że temat się skończył i nie ma zamiaru ciągnąć go dalej z Ameryką. Wystarczyłoby wtedy zignorować Alfreda i skupić się na Matcie. Wyspiarskie państwo doskonale zdawało sobie sprawę z tego, że chłopakowi trudno byłoby to przełknąć.
Nie lubił być ignorowany.
Ale teraz temat zbiegł na zupełnie inne tory, które wzięły starszą nację z zaskoczenia. Nie dał po sobie tego poznać, chyba, że milczeniem, które zapadło po słowach Ameryki. Anglia przyglądał się mu z nieodgadnionym wyrazem twarzy, choć rysy lekko złagodniały. Gdy blondyn nie miał poważnej, zaciętej miny wyglądał prawie jak nastolatek; to brwi postarzały Arthura. Bez nich pewnie niewiele osób dałoby mu z wyglądu nawet te dwadzieścia trzy lata.
- Kłamstwo też potrafi być ładne. Zależy jak je zaserwujesz – stwierdził bezbarwnie, wodząc jeszcze przez chwilę wzrokiem po otoczeniu.
Poprawił nieco koszulę i otulił się mocniej skrojoną na miarę marynarką.
- Robi się zimno – zauważył, gdy obłoczek ulotnej pary uciekł z jego ust. – Pójdę po herbatę – stwierdził sztywno, nie patrząc na Amerykę. – Przynieść wam?

___________
Też chcę to zobaczyć~

[Anglia l.23 - jest hipokrytą od zawsze ale to innych nazywa hipokrytami.]

Wcale, że nie! To twoja wina, miało być przyjemnie na święta, a tu taki Ameryka :I


_________________
One thought alone preoccupies the submerged mind of Empire: how not to end, how not to die, how to prolong its era.
A mad vision yet a virulent one.

16New York City - Sylwester Empty Re: New York City - Sylwester on Nie Lut 09, 2014 2:57 pm

Kanada

Kanada
Drgnął. Odezwali się do niego? Czy słowa Ameryki mógł uznać za podpowiedź do rozmowy?
Spojrzał na niego kontem oka. Brat nie wydawał się być ironiczny, czy złośliwy.
-Możliwe.- wyszeptał cicho. Jego spojrzenie powędrowało na niebo. Nie było na nim nawet najmniejszej gwiazdy. Minus wielu świateł. Jednak jak znów patrzył w dal nie potrafił sobie wyobrazić, że kilka kolorowych świateł na niebie da radę coś zmienić. Słysząc słowa Anglika, dopiero po chwili uświadomił sobie jak bardzo skostniały mu dłonie. Zaczął je rozcierać.-Ja bym poprosił sir... o ile to nie za wiele.-powiedział wręcz poddańczo. Co jak, co ale nie spodziewał się, że Anglia tylko spyta czy chce herbatę. Zazwyczaj to on ją robił... ale to możliwe, że dlatego, że to Kanada pytał pierwszy? Znów potarł jedną z dłoni. Twarz brata jak zwykle ze sztucznym uśmiechem. Pamiętał, jak przez mgłę, ale pamiętał, jak kiedyś brat się uśmiechał. Typowa dziecięca radość. Kanada też się tak kiedyś uśmiechał. Teraz jedynie, co jakiś czas słaby pokorny uśmiech gdy schylał głowę. I nasłuchiwał.


_________________
New York City - Sylwester Canada_v_s_justin_beiber_by_shawneerr-d6iwp3t
http://kassica15.deviantart.com/

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach